Szukaj ściąg i wypracowań

Opracowania różnych wierszy



Krzysztof Kamil Baczyński - Elegia o chłopcu polskim

Jednym z najpiękniejszych a zarazem najbardziej znanych utworów Krzysztofa Kamila Baczyńskiego jest wiersz: Elegia o chłopcu polskim. W utworze tym poeta przedstawia los swego pokolenia, los ludzi, których okres młodości przypadł na czas wojny. Wiersz ten w całości składa się z monologu podmiotu lirycznego - matki zamordowanego na wojnie syna. Ubolewa ona nad tym, że jedynym otoczeniem jej dziecka stała się wojna, że zostało ono pozbawione snów, co jak motyl drżą. Ze słów matki wynika, że jej syn był wychowywany w atmosferze patriotyzmu i miłości: Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć, lecz w obliczu wojny musiał on pójść po najwstydliwszej z ludzkich dróg czyli jako żołnierz zabijać ludzi. W ostatniej zwrotce wiersza matka w wielkiej zadumie zastanawia się nad tragicznym losem syna, czy zginął od kuli wroga czy też pękło mu serce z rozpaczy. Wiersz ten jest napisany w oryginalny sposób, jednocześnie słowa podmiotu lirycznego są naturalne, odpowiednie do sytuacji. Utwór Kamila Baczyńskiego wzrusza prostotą słów użytych w metaforach i porównaniach. Uważam, że wiersz ten jest odwzorowaniem ówczesnych czasów, może on nam, młodzieży końca XX w. uświadomić, jak ważna jest niepodległość naszej ojczyzny i ilu dzielnych ludzi zginęło w jej obronie.

Krzysztof Kamil Baczyński - Historia

Jak wskazuje już sam tytuł utworu, przedmiotem rozważań jest w nim historia-prawa rządzące dziejami ludzkości. Wydarzenia wojenne każą poecie zastanowić się nad ich miejscem w historii. Główną zasadą, którą dostrzega Baczyński jest powtarzalność sytuacji. Poeta ukazuje obraz wojennej przeszłości, przeszłości walecznej. Podkreśla go poprzez zastosowanie militarnego słownictwa: ;arkebuzy (nazwa dawnej broni palnej z XVI i XVII wieku), ;kanonier, ;rapier, ;czako (wysokie nakrycie głowy noszone przez żołnierzy w XIX wieku), nawiązującego do wojennej przeszłości. Powtarza się ona mimo upływającego czasu: czas tylko tak warczy jak lew // przeciągając obłoków wełną Upływ czasu jest jedyną zmianą, losy ludzi natomiast pozostają takie same: to krew ta sama spod kity czy hełmu (...) // Wy te same drżące u nieba, Wy te same róże sadzić jak głos // na grobach przyjdziecie... Przeszłość odradza się w teraźniejszości i przyszłości. To, co minione jest obecne teraz i tutaj. Prawa historii są niezmienne w swoim przebiegu. Jedyna różnica pomiędzy doświadczeniami obecnymi, z tej wojny, a pamięcią o wojnach dawnych to brak kolorowej, upiększającej okrutną rzeczywistość otoczki, stworzonej przez romantyczną legendę: Ach, wy pułki kolorowe, kity u czaka // pożegnania wiotkie jak motyl świtu i rzęs trzepot, śpiew ptaka, // pożegnalnego ptaka w ogrodzie Jest to wyidealizowana wersja wojny, która nie ma nic wspólnego z prawdą... bo przecież nie anioł prowadzi. Wojna to nie kolorowe mundury, to nie czułe szepty w chwili pożegnania - to krew , okrucieństwo, ból i śmierć. Historia to nieustanny pochód pokoleń ku nicości, to cierpienie, ofiary zasypywane piaskiem niepamięci. Charakterystyczna jest ostatnia strofa wiersza, tak typowa dla twórczości Baczyńskiego. Apokaliptyczny obraz współczesnej podmiotowi wojny przynosi wizję przerażającą. Autor buduje ją przy pomocy metaforyki biblijnej. Siebie i swoje pokolenie nazywa ;wygnańcami łaski (;wygnańcy Ewy - wypędzeni z raju), opuszczonymi i skazanymi na klęskę. W utworze mamy do czynienia z charakterystycznym dla Baczyńskiego środkiem poetyckiego wyrazu: zakłóceniem relacji przestrzennych i wyolbrzymieniem (ląd krąży po niebie, a może niebo krąży po lądzie dmiące) służące podkreśleniu chaosu świata w czasie spełniającej się apokalipsy. Puenta wiersza: ;Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni zamyka wizję akcentem nastrojowym i bardzo polskim: śpiew i konie. To także bolesna sugestia nieustannej gotowości Polaków do ofiar, przyjęcie tragicznych wyroków historii. Ostatnie zdanie utworu wyróżnia się eksponowaniem wrażeń słuchowych, bardzo rzadkich w tekście. Kompozycja wiersza jest trójczłonowa, nieregularna, co stwarza wrażenie niepokoju. Pierwsza część to wizja przeszłości, która choć przecież miniona, to wciąż jeszcze jest żywa. Drugi obraz kojarzy się z tradycją pożegnań tych, co idą na wojnę. Trzeci obraz w wierszu to wizja pochodu ludzkości. Podobny poetycki obraz znamy choćby z wiersza Norwida Bema pamięci żałobny rapsod. Tam jednak pochód ludzkości przeciwstawiał się śmierci, podczas gdy u Baczyńskiego pochód ten nie zmierza ku określonemu celowi, ludzie są jak wygnańcy zagubieni w historii. Czas i przestrzeń w wierszu pozostają celowo nieokreślone, podobnie jak jego kontury pejzażu. A wszystko to w celu podkreślenia antynomii: dziś i kiedyś, tutaj i wszędzie. Pesymistyczna koncepcja historii ludzkości i postrzeganie dokonań jednostki (pokolenia) jako cząstki wyższego porządku dziejów to echo romantycznych historiozofii Słowackiego, znanych nam choćby z Króla Ducha. Wiersz ten powstał 8 marca 1942 roku. A więc w okresie, kiedy poeta odnajdywał już własny styl i pełnię twórczej dojrzałości. Wewnętrzne rozdarcie bohatera podkreśla skomplikowana składnia, rozbijająca niemal każdy z wersów, naśladująca gwałtowne zwroty myśli w momencie podejmowania decyzji. Archaizacja wypowiedzi oparta na doborze słownictwa oraz uroczysty ton, rozbudowane i skomplikowane metafory składają się na styl wysoki, podniosły, ale i ;ciemny, świetnie oddający stan duszy poety. Wiersz jest przykładem liryki pośredniej, opisowej. Brak jest w nim rymów, wersy są nieregularne (co składa się na cechy wiersza nieregularnego: dopuszcza on występowanie pojedynczych wersów bez pary i zakończeń wersowych, które nie rymują się).

Krzysztof Kamil Baczyński - Pokolenie

Poeta już w tytule wiersza wypowiada się w imieniu pokolenia zmuszonego do walki i zabijania. Wiersz zaczyna się od ukazania okropności wojny. Zostaje ściśle określony czas jej wybuchu: jest to pora jesieni, kędy to ziemia owoców pełna po brzegi. Obraz ten zostaje nagle zakłócony poprzez użycie sugestywnych, oryginalnych metafor, ukazujących okrucieństwa wojny: ze świerków na polu zwisa głowa obcięta, strasząc jak krzyk, jak korzeń skręcone ciała, żywcem wtłoczone pod ciemny strop Podmiot liryczny używa liczby mnogiej nas nauczono, w jamach żyjemy, co jeszcze bardziej podkreśla jego wypowiedź w imieniu zarażonego wojną pokolenia. Część pierwsza wiersza ukazuje świat czasu wojny, świat, który zbliżył się do krawędzi nadmiaru, sytości, rozkwitu: Ziemia owoców pełna po brzegi // kipi sytością jak wielka misa Ale nadchodzi katastrofa: i tylko chmury palcom czy włosom // podobne - suną drapieżnie w mrok W dalszym ciągu wiersza mamy opis wojny, nalotów, grozy, krwi, zagłady: ogromne nieba suną z warkotem..., z liści pada rosa czerwona. Część druga wiersza charakteryzuje się powtórzeniem zwrotu nas nauczono. Tak zaczyna się każda strofa: Nas nauczono, nie ma litości // Po nocach śni się brat, który zginął // któremu żywcem oczy wykłuto (...) Nas nauczono, nie ma miłości / /I na koniec najważniejsze przesłanie: // Nas nauczono, trzeba zapomnieć Bo z pamięcią okrucieństwa wojny nie sposób żyć. Czy inni też zapomną o bohaterstwie pokolenia? Wszak oni też pragną spokojnego życia, bez rozpamiętywania straszliwych wydarzeń. Czytelnik wiersza też zadaje sobie pytanie: czy bohaterstwo lat wojny też stanie się dla przyszłych pokoleń odległe jak czyny opisywane przez Homera? Jedyną alternatywę dla młodego pokolenia widzi poeta w zachowaniu patriotycznej postawy, w heroizmie pozwalającym porównać młodych żołnierzy do bohaterów z kart Iliady: I tak staniemy na wozach, czołgach, // na samolotach, na rumowisku (...) // nie wiedząc, czy my karty iliady rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie ,// czy nam postawią, z litości chociaż, // nad grobem krzyż Pełen melancholii, a zarazem i apokaliptyczny to obraz pokolenia, którego psychika została spustoszona i wypaczona przez wojnę, pokolenia, które w wyniku tego spychane jest do poziomu prymitywnych zwierząt dla których liczy się jedynie przetrwanie, pokolenia wreszcie, które nie ma litości, nie ma sumienia, istnieje zaś tylko walka. To wojenna rzeczywistość zabrała im marzenia, miłość, sumienie i pamięć. Pozostały senne koszmary, katastroficzne wizje świata, przyrody ociekającej krwią, pozostało też pytanie, co tak naprawdę pozostanie po ofiarach wojny? Czy ci, co przeżyli będą mogli normalnie żyć w innych warunkach? Są to bowiem ludzie porażeni wojną. Bronili ojczyzny, ale zabijali ludzi. W zakończeniu wiersza powraca ten sam obsesyjny motyw poezji Baczyńskiego - przeczucie własnej śmierci, dodatkowo udramatyzowane wątpliwościami, czy bohaterstwo młodego pokolenia i ofiara złożona z własnego życia zostaną właściwie ocenione przez przyszłe pokolenia. Stąd właśnie rodzi się dramatyczne pytanie poety o to, czy zasłużył sobie na krzyż na własnym grobie. Pierwsza część wiersza, złożona z pięciu czterowersowych strof, przynosi ciąg skomplikowanych, metaforycznych obrazów. Uroda dojrzałego lata (kłosy, owoce, kwiaty, chmury, strumienie) w każdej strofie zostaje zdemaskowana przy pomocy kontrastowej pointy - chmury grożą bombami, z drzew zwisają obcięte głowy, spomiędzy korzeni kwitnących roślin wystają ciała umarłych. Przenikliwe spojrzenie poety dostrzega i obnaża prawdziwą zawartość pejzażu, przemieniając barokową martwą naturę w potworną wizję, bliską malarstwu Boscha. Druga część wiersza, w której podmiot liryczny wygłasza monolog w imieniu swojego pokolenia składa się z pięciu strof o nierównej długości (kolejno 6,4,6,6 i 12 wersów). Chwytem organizującym kompozycyjnie tę część wiersza jest powtórzenie (anafora) nas nauczono. Liczne aluzje literackie (Iliada Homera, Wesele Wyspiańskiego, Apokalipsa, Stepy Akermańskie Mickiewicza) odwołują się do najbardziej podniosłych, a zarazem tragicznych momentów w dziejach ludzkości. Pozornie zwykły opis krajobrazu, towarzyszący utworowi wywołuje w czytelniku lęk, spotęgowany zastosowaniem przez podmiot liryczny określonego słownictwa: spienia, drapieżne, tryskają, nabrzmiała. Częstym środkiem artystycznym w wierszu jest kontrast: ani w dzień ani w noc, wilcza twarz. Potęguje to nastrój apokalipsy. Z licznych pozostałych środków artystycznych wymienić można: przenośnie (wiatr drzewa spienia, ogromne nieba suną z warkotem), anaforę (nas nauczono), epitety (mroczne miłości, ziemia dojrzała), alegorie (twarz wilcza, bolesne dłuta). Pierwsza część wiersza ma charakter opisowy, druga zaś osobistego wyznania.

Krzysztof Kamil Baczyński - Romantyczność

Początek wojny nie pozostawił w spuściźnie Baczyńskiego większych śladów, gdyż poeta, pewnie tak jak większość jego kolegów, miał nadzieję, że lada dzień wojna się skończy. Był to okres historycznego wyczekiwania, które w kręgach Baczyńskiego, też miało swój oddźwięk. Jednak z biegiem czasu, z biegiem wydarzeń poeta bardzo szybko dojrzał, jego talent wybuchł, pisał bardzo dużo, bardzo szybko, jakby w strachu przed obozem, przed łapanką, przed śmiercią. W jego twórczości pojawia się katastrofizm, co prawda inny niż u przedwojennych poetów - katastrofistów. Oznacza on coś zupełnie odmiennego niż jakiś szczególny los, a mianowicie to, że losy człowieka w dziejach historii zawsze były i pozostaną takie same. Jego pokolenie przebija sobie drogę do tradycji romantyzmu według Słowackiego i Norwida. Prawdopodobnie na cześć Norwida Baczyński nosi jego imię - Kamil, a jego matka bardzo ceniła sobie twórczość tego romantyka. Może właśnie z tego miłowania do epoki romantyzmu wziął się tytuł jego wiersza napisanego dnia 24.03.1942 r. Romantyczność. Mickiewiczowska Romantyczność była przecież programowym wierszem romantyków, polemizowała z poprzedzającym romantyzm oświeceniem i krytykowała je za brak uczucia. Wysuwała na pierwsze miejsce serce i czucie... niż mędrca szkiełko i oko. U Baczyńskiego, tak jak u Mickiewicza, pojawia się motyw dziewczyny, dziewczyny kochanej, która obejmuje ramionami swego chłopca. Poeta mówi o śnie, o różnych widokach, które pojawiają się naprawdę. Podmiot liryczny wypowiada tu podobne słowa, jak podmiot liryczny Romantyczności Mickiewicza, mówi: A ja widziałem.... Pojawia się tutaj również motyw ducha, czyli wykorzystuje poeta tak bliski romantykom wątek nadprzyrodzony. Sam tytuł Romantyczność jest jakby zaprzeczeniem treści wiersza, gdyż treść jest przerażająca, opowiada o zgliszczach powstałych w czasie wojennej zawieruchy i chyba tylko marzenia podmiotu lirycznego mogą mieć jakiś wątek romantyczny. Wojna i jej obraz może być również nawiązaniem do romantyzmu, gdzie walka narodowa, walka o wolność była jednym z głównych haseł. Odnaleźć tu możemy bliski poezji romantycznej obraz tragicznej miłości, która w romantyzmie zawsze musiała skończyć się rozstaniem, tu również nie ma ona świetlanej przyszłości. Dostrzec tu możemy pewną nutę optymizmu, gdy poeta mówi, że prawem jest wyrastać z popiołów, co oznaczać może nadejście lepszych czasów po wojnie, nowego, normalnego życia pomimo, iż teraz zostały tylko same zgliszcza, jest nadzieja na powrót do życia. U Baczyńskiego w wielu wierszach pojawia się motyw koła, kręgu. W wierszu Z głową na karabinie krąg kojarzy się z obrotami jakiegoś nieludzkiego mechanizmu, z nadciągającą nieodwołalnie śmiertelną grozą, tutaj mamy zamknięte koło ramion ukochanej dziewczyny, które mogą być ostoją spokoju, ucieczką przed przerażającą rzeczywistością. Są tu kwiaty przejrzyste jak szkło - kontrastowość obrazów tu zgliszcza, tam kwiaty, ale te kwiaty kojarzyć się mogą z rozbitym szkłem okiem, butelek, ulicznych witryn, które wiatr rozrzuca po ulicach, jak płatki kolorowych kwiatów. Występuje wiele środków stylistycznego obrazowania: personifikacje, porównania, przenośnie. Często pojawia się w tym wierszu łączenie elementów wojny, grozy, zniszczeń z elementami krajobrazu: kwiaty, lasy, knieje - zgliszcza, gruzy. Podmiot liryczny słyszy muzykę, ale nie taką zwykłą graną przez grajka, lecz muzyką specyficzną dla czasu wojny, a mianowicie wywołaną od skrzydeł nadlatujących samolotów. Pojawienie się motywu ptaka może sygnalizować tęsknotę za wolnością. Poeta dalej ukazuje tragiczny obraz wojny, twierdzi, że tu można zobaczyć wszystko na jawie: płomień w obłoku, dłonie bez ramion, wszystko tak wyraźne jak odbicie twarzy w wodach potoku. Znów kontrastowanie obrazów przyrody i wojny. Piąta strofa wiersza akcentuje z ogromną siłą bieg czasu, jego przemijanie. Poeta mówi tu - Takie już prawo nam rosnąć czy ginąć.... Tak jakby to w ogóle nie podlegało dyskusji, albo rośniesz, albo giniesz w wirze wojny. Ten układ czasowy, motyw przemijania, może być obok kontrastowości potraktowany jako zasada kompozycyjna tego utworu. Styl wiersza jest cały czas bardzo bezpośredni, podmiot liryczny jakby opowiadał o wszystkim swojej ukochanej, do niej się zwraca mówiąc: Wiesz, miła..., lub Podaj ręce, kochana.... Ostatnia strofa sygnalizuje nadejście czegoś nowego, na co czeka podmiot liryczny, w co chciałby wierzyć, w jakieś lepsze jutro. Ma przy sobie ukochaną, która może z żalu nad ich losem płacze, a jej łzy są mu tak drogie, jakby w każdej był ukryty anioł. Obrazy tutaj ukazane mogą mieć wymowę przeciwstawienia: tych dwoje - a otaczający ich świat. Z jednej strony romantyczność zakochanych a z drugiej okrucieństwo wojny. Przez cały wiersz przewija się motyw ukochanej dziewczyny, do której zwraca się podmiot liryczny, dlatego jest to wiersz o miłości , ale też o okrucieństwie wojny, w której ta miłość trwa. Spójrzmy raz jeszcze na całość utworu. Tak jak wspomniano wcześniej w wierszu Romantyczność odnaleźć możemy sygnały atmosfery emocjonalnej grozy, np. dłonie bez ramion, wypalone łodyżki ciał, płomień w obłoku. Temperatura emocjonalna utworu wyraża się też w nieregularnej wersyfikacji (np. pierwsza strofa - 13, 11, 13, 8, druga - 13, 12, 12, 7), niedokładnych rymach męskich (szept - gniew, sen - pęd), oraz w onomatopei: wiatr rozrzuca kwiaty przejrzyste jak szkło (oddanie niesamowitego szumu wiatru na zgliszczach). Ładunek liryczny wiersza kryje się w słowach skierowanych do adresatki kochana, miła. Również typowe dla Baczyńskiego konstruowanie urody świata z groźną rzeczywistością, np. lasy niewidzialne, knieje (pierwszy obraz), dłonie bez ramion (drugi obraz). Należałoby zwrócić uwagę że świat poetycki wyłania się poprzez zazębienie się i przenikanie obrazów i skojarzeń. Można wspomnieć również o typowym romantycznym skojarzeniu kobieta - anioł, stąd zapewne też wziął się anioł we łzach Barbary, (bo zapewne ona jest tutaj tą kochaną). W samym tytule można doszukać się też gorzkiej ironii do epoki romantyzmu, gdyż rozmiar tragizmu wyraźnie przekracza granice tego, co za tragiczne uważali bohaterowie romantyczni i to co mogli w tamtej epoce odczuwać. W Romantyczności Mickiewicza było to miasteczko - biały dzień, tutaj są zgliszcza wielkiego miasta, zagłada pokolenia. Wiersz wydaje się być ukazaniem intymnej sytuacji dwojga ludzi pod ponurym i groźnym niebem historii. Ukazuje tu Baczyński wzajemne powiązania między historią a sytuacją człowieka. Pokolenie Kolumbów nieuchronnie kroczy ku zgubie, a najgorsze dopiero było przed nimi. Cóż taki był los naszego narodu, że musieliśmy Strzelać do wroga z brylantów. (St. Pigoń)

Krzysztof Kamil Baczyński - Z głową na karabinie

Utwór ten powstał w ostatnim okresie twórczości Baczyńskiego. Poeta ten miał być w czasie kalekim żołnierzem i zarazem subtelnym lirykiem, który w mrocznym czasie wojny nie był kronikarzem bitew ani agitatorem wzywającym do oporu. Jego przemyślenia były niepokojem poety szukającego języka zdolnego do opisania apokalipsy współczesności. Ma to swoje odzwierciedlenie w wierszu Z głową na karabinie w którym podmiot liryczny to tak zwany żołnierz - poeta. W lirycznej wypowiedzi przedstawia swój dramatyczny spór z losem. Pełen jest bezsilnego żalu o to, w jakich warunkach i w jakiej rzeczywistości przyszło mu żyć. Wspomina wspaniałe, szczęśliwe, harmonijne i spokojne lata przedwojenne, w których dorastał, a które już nie powrócą. Jego beztroska, niewinna, pełna wolności gołębia młodość nie może realizować się w obecnej sytuacji, kiedy krąg się zaciska i ostrzem świszcząc tnie tuż przy ustach. Podmiot liryczny zostaje osaczony przez wojenną rzeczywistość, przestrzeń wokół niego zaciska się, świat się kurczy. Tera wyrasta on na dnie śmierci, jest dziki, czyli wyzbywa się swojej moralnej wrażliwości, człowieczeństwa, musi stać się barbarzyńcą, nieludzko godzącym się na śmierć, zabijanie. Celowe użycie i kilkakrotne powtórzenie w wierszu słowa przecież wzmaga uczucie żali podmiotu lirycznego, którego zdrój rzeźbił chyży, wyhuśtała chmur kołyska i dla którego bujne obłoki były jak śmiech matki, a tak jak innym ziemia rosła tęga, nie pusta. Jak widać utwór ten zbudowany jest na zasadzie kontrastu, przeciwstawienia sobie argumentów. Argumentami ą racje życia, a kontrargumentami - wojna i obraz rzeczywistości wojennej. Podmiot liryczny odczuwa gorące pragnienie życia, ale wyraża jednocześnie uczucie nieuchronnej śmierci. Jest rozdarty wewnętrznie. Wadzi się z losem po to, by w konsekwencji określić swą postawę wobec rzeczywistości, która w bezwzględny sposób została mu narzucona. Osoba mówiąca wiersza chce przespać czas wielkiej rzeźby z głową ciężką na karabinie. Czas wielkiej rzeźby to czas tworzenia, lecz nie piórem w dłoni, tylko w oddziale żołnierzy, z karabinem zamiast pióra, krwią zamiast atramentu. Bowiem to wojna kształtuje świat. Dlatego podmiot liryczny zmarnuje swój czas, czas tworzenia - będzie walczył. W ten sposób koniec utworu to koniec zwady podmiotu lirycznego. Mimo wszystko przewyższa bohaterski obowiązek. Osoba mówiąca w wierszu to człowiek wrażliwy na uroki otaczającego go świata. Kocha życie i wolność. Mimo to wybiera wojnę, chociaż wie, że jej konsekwencją jest śmierć (Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało wielkie sprawy głupią miłością). Ostatnia strofa tłumaczy tę decyzję, która wcale nie była łatwa. Wiersz ten to regularny 9-zgłowskowiec zbudowany z siedmiu strof. Występuje krzyżowy układ rymów, przy czym przeważają rymy niedokładne, żeńskie (np. bliżej - chyży, zaciska - kołyska, laska - wyrastam). Rozbudowana jest instrumentacja głoskowa: skupione głoski szczelinowe, które oddają świst kul (ostrzem świszcząc tnie tuż przy ustach), da się słyszeć półmetaliczne dźwięki. Służy to bardziej wyrazistemu ukazaniu zagrożenia w czasie wojny. Liczne są także epitety (zdrój chyży, wody szerokie, bujne obłoki), służące do opisu szczęścia, spokoju, promienności lat przedwojennych. Wiersz ten uwidacznia konflikt, jaki dosięga człowieka przeżywającego tragizm rzeczywistości wojennej. Mamy tu do czynienia z liryką bezpośrednią ze względu na osobiste wyznanie podmiotu lirycznego w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Jest to utwór reprezentacyjny, zawierający protest przeciwko wojnie.

Charles Baudelaire Padlina

W roku 1857 ukazał się najważniejszy tom wierszy Baudelaire’a pod tytułem „Kwiaty zła”. Jednym z wierszy zawartych w tym tomiku jest właśnie „Padlina”. To jeden z najciekawszych i najbardziej rozpowszechnionych wierszy tego poety. Początek utworu to idylliczne wspomnienie letniej przechadzki. Bardzo szybko jednak sielankowy, pogodny nastrój ulega zmianie. Podmiot liryczny zwraca się do swej kochanki, czy pamięta, że „u zakrętu leżała plugawa padlina”. Wytrącenie z romantycznego nastroju jest gwałtowne i bardzo mocne. W kolejnych strofach następuje skrajnie turpistyczny opis rozkładającego się, gnijącego ścierwa, kłębiących się wkoło much i psa czyhającego na możliwość wyszarpania ochłapu. Widok ten potęguje jeszcze bardziej obraz błękitnego nieba, podkreślający kontrast piękna i brzydoty w utworze. Podmiot liryczny zdaje się zachwycać, delektować tym koszmarnym widowiskiem: „Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety, // Parując i siejąc trucizny, Niedbała i cyniczna otwarła sekrety // Brzucha pełnego zgnilizny” Ten drastyczny opis jest jedynie wstępem do rozważań, jakie zaczyna snuć podmiot liryczny w dalszej części utworu. Oto „plugawa padlina” okazała się być pretekstem do rozmyślań nad przemijalnością życia ludzkiego, nad nieuchronnością śmierci. Śmierć jest bowiem wszechwładna, dosięgnie każdego, nawet najpiękniejszą, najświeższą istotę. Podmiot liryczny zwraca się do kochanki: „A jednak upodobnisz się do tego ścierwa, // Co tchem zaraźliwym zieje (...) // Taką będziesz kiedyś, o wdzięków królowo (...) Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniową, // By gnić wśród kości bratnich” Ta złowroga apostrofa jest świadectwem przemijalności, barokowym niemal obrazem nietrwałości ludzkiego życia i urody ciała. Symbolem przemijania jest ciało. Zastanawia-przy straszliwej naturalistycznej deformacji dokonanej na ciele kobiety zakończenie wiersza: „Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską / Mojej zbolałej miłości” Poeta zwraca w tym wierszu uwagę, że życie każdego człowieka jest już od chwili narodzin naznaczone śmiercią, że każdy z nas skończy w mogile, że każdego robak będzie „beztrosko toczył”. Ostatnie słowa wiersza, przed momentem cytowane, są wyrazem przekonania poety, że śmierci może oprzeć się jedynie poezja, że tylko sztuka jest wieczna, nieprzemijalna, że stanowi „formę i treść boską”. Baudelaire ukazuje w swym wierszu problemu ludzkiej egzystencji posługując się nowym środkiem wyrazu-symbolem, który stał się najdoskonalszą formą wyrazu. Baudelaire sprzeciwiał się wiernemu odzwierciedlaniu rzeczywistości, czyli sztuce mimetycznej (naśladującej). Padlina w wierszu tym symbolizuje rozkład ciała, ale i także rozpad wszelkiej formy. Byt przeistacza się w niebyt: „Forma świata stawała się nierzeczywista // Jak szkic co przestał mącić” Jeżeli organizm ludzki potraktować jako swoisty świat, mikrokosmos, to śmierć człowieka jest równoznaczna z rozpadem świata. Poeta w wierszu tym przekazuje swe refleksje w sposób naturalistyczny. Sposób ten polega na fotograficznej wierności opisywanych szczegółów, ukazywaniu zjawisk drastycznych (np. opis rozkładającego się ciała). Nastrój wiersza potęguje jego sugestywność, a jednocześnie ulotność wrażeń. Oprócz wspomnianego już symbolu wybijającymi się środkami artystycznymi są : epitety („kwiat jaskrawy”), apostrofa („bezpośredni zwrot do kochanki „Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo”). Utwór składa się z 12 strof, z których każda posiada po cztery wersy. Układ rymów krzyżowy (ABAB). Jest to liryka bezpośrednia (podmiot liryczny przekazuje własne myśli i odczucia).

Tadeusz Gajcy - Do potomnego

Jest to najpopularniejszy wiersz Gajcego, napisany na krótko przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Interpretowany jako tragiczne epitafium pokoleniowe. Pozbawiony znanej z wcześniejszych wierszy poety ornamentyki, bardzo wyważony w tonie, przynosi pogodzenie ze świadomością klęski swojej i pokolenia, do którego należy: „(...) nauczony lęku – pięści // wznosiłem krnąbrne ponad głową // i w szczęk żelaza zasłuchany mijałem dzień po dniu jak krzyż // jak ty – podniesiesz na mnie kamień // lub rzucisz z wzgardą ziemi grudę” Autor zastosował w nim formę monologu zwróconego do przedstawiciela wolnej Polski. Rozmawia z adresatami wyjaśniając, że będzie miał lepsze niż on warunki życia, będzie mógł realizować swoje plany i marzenia. Gajcy natomiast, poeta – żołnierz, nie może w pełni wykorzystać swojego talentu, gdyż wykonuje patriotyczny obowiązek, walczy z najeźdźcą. Wiersz jest poetyckim testamentem, przesłaniem dla potomności, utworem przenikniętym refleksją na temat czyhającej śmierci. Podobnie jak Baczyński, wyraża Gajcy przekonanie, że zginie. Potrzebna jest śmierć Kolumbów, żeby potomni mogli cieszyć się wolnością – czy będą wspominać ? W poczuciu nieuchronności odejścia i bezsilnej rozpaczy Gajcy bliski jest swym rówieśnikom: Bajczyńskiemu, z „Pokolenia” („Jak obce miasta z głębin kopanepopielejące ludzkie pokłady a wznak leżące, stojące wzwyż”) i Borowskiemu z jego słynnym wyobrażeniem z „Pieśni” („zostanie po nas złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń”). Twórczość Gajcego nie jest kroniką okupacyjnych zdarzeń. Uciekającą od rzeczywistości i realności wojny poezję autora „ Do potomnego” należy odczytywać jako liryczny pamiętnik wewnętrznych zmagań młodego poety, jako jego wewnętrzny dialog ze śmiercią, jako budowanie swej dojrzałości w warunkach wojennej pożogi.

Konstanty Idelfons Gałczyński - Prośba o wyspy szczęśliwe

Motyw Arkadii, krainy wiecznej, niczym nie zmąconej szczęśliwości i spokoju, jest obecny we wszystkich epokach literackich i w wielu tekstach różnych pisarzy. Jest to bowiem archetyp mocno zakorzeniony w naturze ludzkiej, pragnienia szczęścia, marzenia o utopii. Również i w zróżnicowanej tematycznie twórczości Gałczyńskiego ten motyw jest obecny. W jednym z najpiękniejszych chyba liryków „Prośba o wyspy szczęśliwe” zostaje wyrażone odwieczne pragnienie ludzkie o przeżyciu szczęśliwej miłości, o jej spełnieniu przynoszącym ukojenie. Wiersz skomponowany został w formie prośby do lirycznego „ty”. Wyspy szczęśliwe kojarzą się z łagodnym wiatrem, kwiatami, muzyką, wszystkim, co piękne i delikatne. Także ze snem co uświadamia ich nierealność, utopijność, istnienie, ale tylko w marzeniach. Liryczne „ja” pragnie zapomnieć o rzeczywistości, jawie, zanurzyć się w bezpieczny sen, w którym wszystko jest możliwe, w którym wszystko można wyśnić. Ukojenie przynosi widok spokojnego bezmiaru wód, to także odwieczny stereotyp, symbol bezpieczeństwa. Miłość odkrywa inne światy, daje nieograniczone możliwości przeżywania, odczuwania całej jego złożoności i piękna. Senna wizja wykreowana przez poetę jest niezwykle subtelna, delikatna. Nie ma w niej żadnych skaz i niedostatków, jest pełnią szczęścia w harmonii z przyrodą i z samym sobą. W tej tęsknocie za absolutem doszukać się można pierwiastków franciszkańskich, wszechogarniającej miłości do życia i wszelkich jego przejawów. To poszukiwanie, zanurzenie w sen jest także ucieczką, oderwaniem się od rzeczywistości. W prośbie zawiezienia na szczęśliwe wyspy zawiera się rozczarowanie światem, niedostatek, niedosyt, wciąż niespełnione pragnienia i nadzieje. Wiersz jest niezwykle harmonijny, nie tylko dzięki swej proporcjonalnej budowie, ale i w skutek zastosowania w nim poetyki snu, odpowiednich epitetów, kojarzących się ze spokojem, subtelnych metafor pełnych wewnętrznego ciepła, np. „rozmowy gwiazd na gałęziach”, „serca motyli przybliż i przytul”. ,

Jan Kasprowicz Dies irae

W modernizmie dominował w Europie specyficzny styl pisania wierszy. Miały one w głównej mierze za pomocą gry świateł i pastelowych kolorów nagminnie występujących w opisach., wprowadzać czytelnika w melancholiczny nastrój. W tym stanie jest on wstanie w pełni zrozumieć przesłanie dekadenckiej filozofii Schopenhauera . Jan Kasprowicz w „Dies irae” prezentuje zgoła odmienny styl. Nie próbuje już zahipnotyzować czytelnika wspierając się zamglonymi prezentacjami środowiska. W utworze tym pojawiają się olbrzymie kontrasty mające wstrząsnąć psychiką czytelnika. Dobrym przykładem takiego działania jest postać Ewy . Z jednej strony matka ludzkości , z drugiej zaś jej przekleństwo . Dzięki prezentowanej przez nią postawie doprowadza swoje ”dzieci” do stanu, z którego mają nikłe szansę na szybkie dostanie się do raju. Innym widocznym w wierszu kontrastem z udziałem Ewy jest jej grzeszna podejście do zagadnienia moralności i bezpośrednio powiązanego z nią zła , którego symbolem w wierszu jest wąż. Nie próbuje się ona w żadnym stopniu jemu przeciwstawiać, a nawet wyraźnie ułatwia przejęcie władzy nad jej duszą. Zupełnym przeciwieństwem jest altruistyczna postawa Chrystusa. Poświęca się On za ludzkość całego świata, zupełnie bezinteresownie, a jak się później okazuje także bezcelowo. Następnym uchwytnym zjawiskiem jest rozbieżność stanowisk boskich – Boga (ojca) i Chrystusa. Bóg jako istota przepełniona dobrem i mądrością nie może zrozumieć słabości przeciętnych zjadaczy chleba. Oczekuje stosowania prze ludzkość bezwarunkowo jego praw i surowo każe ich łamanie. Natomiast Jezus jest w odmiennej sytuacji. On przebywał na Ziemi . Żył wśród prostych ludzi poznając ich codzienne problemy. Przez czterdzieści dni kuszony na pustyni, dzięki temu poznał wszelkie pokusy świata. Dzięki tym doświadczeniom rozumie dokładnie wszelkie ludzkie słabości i pojmuje , że często są niemal niemożliwe do opanowania. Stara się usprawiedliwiać grzeszników przed bezwzględnym Sędzią. Autor krytykuje tak racjonalistyczną i bezduszną postawę Stwórcy przychylając się do współczującej Chrystusa. Przypomina, że człowiecza skłonność do grzechu spowodowana jest wolą wszechmogącego Boga i wytyka Mu niekonsekwencję przy jej karaniu. Ważną ekspresjonistyczną role w wierszu pełnią demoniczne obrazy piekła. Poprzez uwydatnienie ludzkiego cierpienia, autor jest w stanie dać wyobrażenie o stanach emocjonalnych przeżywanych przez dusze potępione , lub szykujące się na wieczne przeklęcie. Ważną role w tego typu opisach pełnią kolory. Dzięki uniwersalnym reakcją jakie wywołują w mózgu człowieka, poeta jest w stanie bardziej wymownie wyrazić swoje myśli. Autor z dużą dozą prawdopodobieństwa może zakładać, że kolor czerwony wzbudzi w czytelniku obrazy krwi, ognia , które to wprowadzą nastrój cierpienia do przedstawianej sceny. Kolor czarny i fioletowy pełni w wierszu rolę przypominającą o losie dusz- potępieniu w otchłaniach. Dzięki takim zabiegom w utworze widoczne są wyraźne różnice między dobrem, a złem, sprawiedliwością i jej brakiem, a także podział na postępujących słusznie i tych , którzy wybrali złą drogę. Autor podkreśla , antagonizm pomiędzy światem radości doczesnych , przyziemnych spraw opisanych głównie w naturalistycznym stylu, a wspaniałym światem niezmiennie słusznych idei, dla których warte są wszelkie poświęcenia. Poeta z wszelkimi detalami przedstawia rozterkę duszy na sądzie ostatecznym. Jej stany i otaczającego ją świata przedstawione są na tyle dokładnie , że są wstanie wzbudzić emocje w każdym czytelniku. Powyższe fakty powodują , że można jednoznacznie ten utwór zaliczyć do kategorii ekspresjonistycznych.

Jan Kasprowicz Krzak dzikiej róży

„Krzak dzikiej róży” to cykl IV sonetów wydanych w tomiku o tym samym tytule w 1898 roku. Kasprowicz wykorzystał klasyczną budowę sonetu. W dwóch pierwszych opisowych zwrotkach przedstawił krajobraz smreczyny, a w dwóch ostatnich – refleksyjnych przedstawił autor bohaterów – limbę i różę. I sonet. Noc – pawiookie stawy, zgniła zieleń, krwawy, czerwony pąs róży odcinającej się od szarych skał, bujne trawy, mokra turnia; dźwięki – drzemiące stawy, cisza, II sonet. Wschód słońca – krajobraz ten sam co w sonecie I tylko, że o wschodzie słońca; czyste błękitne niebo, błękit nieba nakłada się na ciemną zieleń lasu, do tego jeszcze kolor złoty – słońca, wszystko lśni, strumień górski przyrównany do pasa srebrnolitego; dźwięki - wzdychania, żale, szum strumienia, wody, cisza, III sonet. Popołudnie – pojawiają się zwierzęta: kozice, świstak, ptaki, barwy zwierząt się przenikają, brąz, zieleń; dźwięki – lęki, wzdychania, rozżalanie, świstający świstak, rozprzestrzeniające się stado owiec, dźwięki się wzmagają, IV sonet Wieczór – na trawie biel wieczornej rosy, rosa jest przyrównana do aksamitu, seledynowe niebiosa; dźwięki – zapach ziół, rozżalenie, wzdychania, echo, Kolory są przymglone, barwy przechodzą jedna w drugą, decyduje o tym oświetlenie, kiedy słońce pojawiło się w II sonecie diametralnie zmienia się barwa obrazu, wrażenia kolorystyczne zostały zmienione, wzbogacone o dźwięk i ton. Dominujący jest świat w III i IV sonecie. W sonetach uchwycone są chwile z życia krajobrazu – ulotne wrażenia. Bohaterowie wiersza: a) róża – samotna, senna, zadumiona, skronie tuli do ściany, lęka się, boi się burzy, szuka schronienia, wsłuchana w krajobraz, skryła się między drzewa, ze strachu próbuje się wtopić w krajobraz, usypia, spowita rosa. Róża nie jest tylko elementem krajobrazu, jest również symbolem – personifikacja. b) limba – spoczywa, leży obok róży, próchniejąca, burza ją zwaliła, ale nie sama burza tylko tchnienie burzy, pojedynczy wiatr, pleśniejąca limba. Odczytanie symboli: róża – symbolizuje witalność, kruchość, życie, strach przed przeciwnościami losu, życia, ma świadomość kruchości własnego istnienia, limba – symbolizuje śmierć, upadek wielkiej potęgi, przegrała, została pokonana. Burzę przetrwała róża, nie limba, wielkie drzewo zostało powalone. Wniosek - niekoniecznie fizyczna siła broni przed zagładą. Świadomość róży jest ważniejsza, świadomość zagłady uchroniła ją przed nią. Natura została nienaruszona.

Bolesław Leśmian Urszula Kochanowska

Pochodzący z tomu „Napój cienisty” wydanego w 1936 roku wiersz Leśmiana jest utworem nawiązującym do cyklu „Trenów” Jana Kochanowskiego, a przede wszystkim do trenu ostatniego, XIX. Urszulka -po swej śmierci- dostaje się do nieba, gdzie prosi Boga, aby odtworzył dla niej domek „kubek w kubek jak (...) Czarnolaski”. W tym niebiańskim domku dziewczynka oczekuje przybycia swych ukochanych rodziców. Gdy po całej nocy oczekiwania, już o świcie przychodzi do niej Bóg, Urszulka jest zawiedziona, rozczarowana: „Serce w piersi zamiera...Nie !...To-Bóg, nie oni !...” Urszula czekała na rodziców, nie na Boga. Stąd jego nadejście wywołuje rozczarowanie i żal. Szczęście dla człowieka równoznaczne jest bowiem z miłością, czułością, kontaktem z innymi ludźmi. Bóg mimo swej doskonałości i potęgi nie może zastąpić Urszulce rodziców. To nie on jest niezbędny do szczęścia. Leśmian zaprzeczając Kochanowskiemu, zaprzecza tym samym tradycji mówiącej o tym, że w niebie jest zmarłym lepiej niż było im za życia. U Kochanowskiego zmarła Urszulka ukazuje się ojcu we śnie i pociesza go opowiadając o niebiańskiej szczęśliwości, jakiej zaznaje po śmierci. W wierszu Leśmiana Urszulka nie znajduje w stworzonym przez Boga raju tego, co stanowiło o jej szczęściu na ziemi-rodziców. Nawet wizyta Boga nie może zrekompensować jej braku ukochanego ojca i matki. Jest to więc utwór nie o pocieszeniu, ale o rozczarowaniu, a także o przywiązaniu człowieka do ziemskiej rzeczywistości, do materii, która od chwili narodzin do śmierci otacza każdego z ludzi. Wiersz ten nawiązuje również do humanizmu propagowanego przez Jana Kochanowskiego, czyli do przekonania, że człowiek jest centrum wszechświata, jest najwyższą wartością. Rozwiewając przekonanie o arkadyjskim szczęściu w niebie, ukazuje jednocześnie niemożność wyjścia człowieka z kręgu jego ziemskich doświadczeń i absurdalności śmierci. Czy nie jest prawdą, że kochamy „po ludzku” i nasze ziemskie szczęście jest nam najbliższe, bo to „boskie” jest dalekie i nieznane ? Przyjrzyjmy się teraz samej budowie utworu. Składają się na nią dwa ściśle ze sobą połączone elementy: relacja Urszulki w pierwszej osobie o przybyciu do nieba oraz przy-toczenie jej rozmowy z Panem Bogiem. Opowieść ta ma charakter konkretny, bohaterka mówi tylko o faktach (np. „Bóg długo patrzał na mnie”) i o swoich własnych zachowaniach (np. „i ja umilkłam zlękniona”), nie komentuje ich. Miejsce akcji, niebo, nie zostało tutaj bliżej pokazane. Znajdujące się w nim przedmioty i sprzęty nie odbiegają od tych ziemskich. Dowiadujemy się o tym już we fragmencie początkowym wiersza: „I sprzęty, i donice rozkwitłego ziela // Tak podobne, aż oczom straszno od wesela !” Bardzo ciekawa jest strona gramatyczna wiersza: do pewnego momentu Urszula opowiada o swych przygodach jako o przeszłości, od pewnej chwili zaś jako o teraźniejszości. Następuje to w wersie 19 utworu, po odejściu Boga od Urszulki. Jej przygotowania na przy-bycie rodziców utrzymane są już w czasie teraźniejszym: „I odszedł, a ja krzątam się, jak mogę- // Więc nakrywam do stołu, omiatam podłogę-” „Urszula Kochanowska” napisana jest strofą dystychiczną (dystych=dwuwiersz). Każda ze strof jest wyraźnie zarysowaną jednostką kompozycyjną i opowiada o jednym, wyodrębnionym fakcie, wymaga zwięzłości i lapidarności. Podczas lektury wiersza uderza, że tak często- bo aż 15 razy -pojawia się spójnik „i”. Wiąże się to z zastosowaniem przez Leśmiana składni polisydentycznej, czyli takiej, w której części zdania lub całe zdania samodzielne wiązane są za pomocą powtarzającego się spójnika. Powstaje w ten sposób sugestia ciągłości, wszystko, o czym mówi się w wierszu ułożone jest obok siebie na równych prawach, żaden element nie jest bezpośrednio podporządkowany innemu. Wiersz zbudowany jest z dwunastu strof (podobnie w wierszu występuje dwunastu braci), układ rymów jest parzysty (AA BB CC). Ciekawostką jest fakt, iż rym ten był typowy dla całej niemal twórczości poetyckiej Jana Kochanowskiego.

Czesław Miłosz Campo di Fiori

To wiersz napisany w 1943 roku w czasie likwidacji warszawskiego getta. Rozgrywająca się za murami tragedia zmusza do refleksji i porównań. Poeta dostrzega obojętność ludzi wobec bohaterstwa, cudzego nieszczęścia i cierpienia. Campo di Fiori to plac w Rzymie, na którym w 1600 roku spalono włoskiego filozofa Giordano Bruno. Zebrany tłum traktował egzekucję jako widowisko, a życie w mieście toczyło się normalnie. Zanim kat "płomień stosu zażegnał" plac zapełnił się przekupniami, a tawerny wesołymi ludźmi. Tak samo w samotności umierało tysiące mieszkańców warszawskiego getta oddzielonych od reszty świata murem, także murem ludzkiej obojętności. Tuż za murem przy dźwiękach skocznej melodii kręciła się karuzela, chociaż zza muru dobiegały salwy wystrzałów. Tak więc ludzie najchętniej mijają "męczeńskie stosy", a człowiek umiera w samotności. Taka sytuacja jest wielce niemoralna, rodzi więc bunt poety przeciwko obojętności człowieka na cierpienie innych: "I ci ginący samotni Już zapomniani dla świata, // Język ich stał się nam obcy // Jak język dawnej planety. // Aż wszystko po wielu latach // Na nowym Campo di Fiori // Bunt wznieci słowo poety". Wiersz ten traktuje o powstaniu w getcie i o obojętności ludzkiej, samotności cierpiącego człowieka. .Świat przedstawiony wiersza obejmuje dwa plany. Jeden dotyczy żydowskiego powstania w 1943 roku, a drugi sięga XV wieku i dotyczy spalenia na stosie Giordana Bruna. Oba te obrazy łączy obojętność świata świadków zbrodni. Obok umierającego włoskiego filozofa zbiera się przelotnie tłumek gapiów, by popatrzeć na widowiskową śmierć nieznanego nikomu człowieka. Za chwilę wrócą do swoich zajęć znów będą handlować owocami i kwiatami, znów będą pić wino i bawić się. Plac Campo di Fiori jest placem targowym. Jest tu gwarno, ludzie śmieją się i targują. Podobnie samotnie umierają obrońcy getta. Strzały za murami, płomienie i krzyki nie zwracają niczyjej uwagi. Warszawiacy miło spędzają pogodną niedzielę. Gra muzyka, kręci się karuzela, spacerują zakochane pary. Widać same roześmiane twarze. Nikogo nie obchodzi rozgrywająca się nieco dalej tragedia. Tam panuje śmierć, tu wre życie. Obojętność świadków obu tych zdarzeń szokuje. Człowiek jest samotny ze swym cierpieniem. Egoistyczny tłum szybko nudzi się cudzą tragedią. Ogarnięta wojną Warszawa, przyzwyczajona do widoków śmierci, pożarów, do huku wystrzałów, nie reaguje już na nie. Litość, współczucie, prawdy dekalogu, zostały zagubione. Ludzi interesuje tylko to, co bezpośrednio ich dotyczy. W świecie wyzutym z wszelkich wartości nie można żyć. Wobec upadku moralności, powszechnej obojętności na ludzkie cierpienie szczególna rola przypada poecie. Musi on przywrócić ład i porządek, przypominać ludziom o świecie wartości. Poezja powinna przeciwstawiać się złu, ukazywać prawdy moralne, tępić obojętność. Ludzie jednak pozostawali na tragedię getta obojętni: „Przy dźwiękach skocznej muzyki // (...) wzlatywały pary wysoko w pogodne niebo". // Poeta o likwidacji getta wspomina bardzo dyskretnie: "czasem wiatr z domów płonących // Przynosił czarne latawce". Spalonymi strzępami papierów, odgłosami strzałów, rzezią dokonywaną na mieszkańcach getta nikt się nie przejmował: "Śmiały się tłumy wesołe // w czas pięknej warszawskiej niedzieli". Podmiot liryczny przedstawia w wierszu trzy morały, które wyczytać można z zaobserwowanych faktów: pierwszy wniosek to obojętność każdego ludu-niezależnie od czasu i miejsca, w jakim żyje-wobec tragedii i męczeńskich stanów, drugi wniosek to przemijanie rzeczy ludzkich, nietrwałość, błahość spraw, którymi trudzi się człowiek, wreszcie myśl ostatnia, najistotniejsza dla poety, którą przedstawia jako własne refleksje w chwili obserwacji rozbawionej gawiedzi: "Ja jednak wtedy myślałem // O samotności ginących. O tym, że kiedy Giordano // wstępował na rusztowanie, // nie znalazł w ludzkim języku ani jednego wyrazu, // aby nim ludzkość pożegnać, // tą ludzkość, która zostaje". Obie sytuacje ukazywały samotność ginących, brak więzi, zrozumienia między jednostką i społeczeństwem. Samotność ta wynika z tego, że ludzie są sobie nawzajem obcy, nie przyjmują cudzych, odmiennych poglądów, nie akceptują odmiennej kultury i religii. Dlatego nie ma możliwości kontaktu, porozumienia, którego symbolem jest język, mowa. Wiersz zawiera nuty katastrofizmu, chociaż mają one inny wyraz niż w przedwojennych tomikach Miłosza. Zagrożeniem jest obojętność, brak solidarności. W wierszu tym poeta nie wypowiada się wprost, buduje wstrząsające obrazy, które działają kontrastem, stosuje przepiękną rytmikę wiersza przypominającą heksametr. To wrażenie brzmieniowe wywołuje składnia: najczęściej dwa wersy razem tworzą całość gramatyczną i treściową. Trójzestrojowe wersy można odczytać jako przełamany w średniówce heksametr, czyli wiersz sześciomiarowy. Jego cechy to rozmiar sylabiczny (podwójne wersy 8-zgłoskowe lub 7-zgłoskowe tworzą całość 14-16 zgłoskowca). Wiersz ma bardzo wyrazistą rytmikę, bardzo dostojną i wspierającą powagę słów, które wypowiada podmiot liryczny głęboko przejęty tragiczną "samotnością ginących" . Wielkość wiersza wynika także z aluzji do tradycyjnie bohaterskiego rytmu. Odmienność od typowej poezji okresu wojny to brak tyrteizmu, odejście od stereotypu: wojna-walka, bitwa, obrazy martyrologii. Sytuacja liryczna-wyznanie podmiotu lirycznego ujawnionego jako poeta. W kompozycji dominują obrazy poetyckie, tylko kilka wersów jest wypowiedzianych wprost ("ja jednak wtedy myś1ałem"). Jest to przykład liryki opisu i 1iryki wyznania

Czesław Miłosz Który skrzywdziłeś

W wierszu tym Miłosz zwraca się do wszystkich tych, którzy nie dostrzegają wartości każdego pojedynczego człowieka. Utwór ten stanowi jednocześnie studium totalitarnego działania despoty, którego wynikiem jest ludzka krzywda. Tyran, gnębiciel zawsze jest silniejszy, pewny siebie, zawsze otacza go „gromada błaznów”. Jego destrukcyjna działalność powoduje „pomieszanie dobrego i złego”. Jednak władza ciemiężyciela jest jedynie pozorna, co osiąga poeta używając słowa „choćby”. Ten portret władcy i jego otoczenia zawarty jest w części opisowej wiersza (dwie pierwsze strofy) w formie jednego rozbudowanego zdania wieloczłonowego. Część druga (trzecia i czwarta strofa) stanowi refleksję: ostrzeżenie i oskarżenie płynące z ust. Poety. Podmiot liryczny przestrzega przed konsekwencjami nieliczenia się z jednostką, poniżania godności prostego człowieka. Dlatego część ta składa się z bardzo krótkich zdań – podkreślenie buntu poety i kategoryczność jego wypowiedzi. Osoba mówiąca w wierszu jest zdania, że skrzywdzenie bezbronnego jest największą zbrodnią. Dla takiego złoczyńcy nie ma przebaczenia: „Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy // I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta”. Dlatego lepiej byłoby dla despoty samemu się zabić, samemu sobie wymierzyć sprawiedliwość, co mogłoby świadczyć choćby o żalu za popełnione grzechy. Utwór ten ma charakter apostroficzny: apostrofa do despotyzmu, systemu totalitarnego (którego domyślamy się na podstawie opisowej części wiersza). Ma ona na celu właściwie wyrażenie groźby, ostrzeżenia. Zastosowane są epitety o różnym zabarwieniu, które oddają rzeczywistość oraz spełniają funkcję podobną do apostrofy. Również bardziej wyrazistemu uwypukleniu przestrogi kierowanej pod adresem tyrana służy przerzutnia: „Który skrzywdziłeś człowieka prostego (...) // Nie bądź bezpieczny”. W utworze tym została zastosowana patetyczna stylizacja, wyrażająca się między innymi biblijną składnią: szyk przestawny – konstrukcja anarchizująca; powtarzanie spójnika „i”: „I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta”; otworzenie zdania zaimkiem względnym „który”: „Który skrzywdziłeś człowieka prostego”; użycie imiesłowów przysłówkowych czynnych: „wybuchają”, „mając”, „przepisując”, kując”. Mamy tu do czynienia z liryką zwrotu do adresata. Wiersz gatunkowo mieści się w strukturze sonetu, choć nieco różni się od formy klasycznej sonetu (ostatnia strofa jest dwuwierszem – brakuje jednego wersu). W wierszu „Który skrzywdziłeś” porusza Miłosz zagadnienie odpowiedzialności poety za dobro i zło świata. Poeta jest jednocześnie oskarżycielem (mówi przecież do tyrana: „Nie bądź bezpieczny”) i obrońcą wartości moralnych i etycznych. Bez względu na konsekwencje musi bronić słabszych i prześladowanych. Choć zdaje sobie sprawę z tego, jak łatwo można zabić człowieka, wie również, że na miejsce zabitego człowieka – poety przyjdzie nowy i podejmie dzieło budzenia buntu przeciwko tyranii i totalitaryzmowi: „ (...) Poeta pamięta. // Możesz go zabić – narodzi się nowy. // Spisane będą czyny i rozmowy”. Wiersz ten ma charakter lirycznego moralitetu. Zawiera on uniwersalne prawdy. Zło nigdy nie może zostać – i nie zostanie – przebaczone. Żaden tyran ani żaden przestępca nie może zapomnieć, że każdy musi ponosić odpowiedzialność za swoje czyny, w szczególności za zbrodnie.

Czesław Miłosz Oeconomia divina

Tytuł „Oeconomia divina” można tłumaczyć dosłownie „boska ekonomia”, ale o wiele słuszniejsze wydaje się być odwołanie do terminologii teologicznej, w której oznacza on boski plan zbawienia świata. W wierszu tym mamy zatem przedstawioną wizję świata pozostawionego przez Boga samemu sobie „Bóg (...) // Najdotkliwiej upokorzy ludzi, // Pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną...” Mamy tu do czynienia z Bogiem pełnym potęgi i siły, Bogiem skalnych wyżyn i gromów”, Panem Zastępów. Jakże różni się On od dobrotliwego Stwórcy, dobrodusznego opiekuna, współczującego Ojca wszelkiego stworzenia. Jest Bogiem surowym, niezwykle odległym, milczącym, takim, którego znamy z kart Starego Testamentu. Wiersz rysuje przerażający obraz krainy upadku świata, który został pozbawiony sacrum, metafizycznego uzasadnienia. Ludzie zbytnio urośli bowiem w dumę. Zapragnęli dorównać Bogu, a może nawet prześcignąć Go. Rozwój cywilizacyjny był więc niezwykle gwałtowny i dynamiczny, budowano „drogi na betonowych słupach”, „miasta ze szkła i żeliwa”, „lotniska rozleglejsze niż plemienne państwa”. Ale w tych wszystkich materialnych wytworach rąk ludzkich nie było Boga, Jego praw i wartości. Taki świat był światem pełnym chaosu moralnego, duchowego i etycznego. W ukazanej katastrofie nie ma nic podobnego do „wiekowego cyklu królewskich tragedii” kiedy to losem królów i dworów kierowali, zajmowali się bogowie. Świat tragedii Szekspira (do którego nawiązuje tu poeta) posiadał ścisłą wewnętrzną motywację, uzasadnienie, pewien punkt odniesienia, według którego określały się zdarzenia, namiętności, postawy. Przeciwnie jest w świecie kreślonym przez Miłosza. Zabrakło zasady, celowości. Dlatego niezrozumiały staje się sens istnienia rzeczy materialnych, ludzkich wytworów: „Trwały jak trwa to tylko, co trwać nie powinno”.Rozkład dotyczył nie tylko cywilizacji, ale zanikła gdzieś w ogóle realność świata: „Z drzew, polnych kamieni, nawet cytryn na stole // Uciekła materialność i widmo ich Okazało się pustką, dymem na kliszy”. Bowiem tylko to, co jest ideą może trwać wiecznie, to, co jest materią – przemija. Bóg dotkliwie ukarze ludzi, którzy stracą, niczym w biblijnej wieży Babel, możliwość porozumiewania się ze sobą („Wrzawą wielu języków ogłoszono śmiertelność mowy”). Zagłada obejmuje również dorobek kulturowy ludzkości („Litery ksiąg srebrniały, chwiały się i nikły”). Świat został więc ogarnięty groźnym kryzysem. Ludzie, utraciwszy wiarę i oparcie w wartościach danych im przez Boga, skazali się na zagładę. Bowiem rzeczywistość znajduje uzasadnienie i motywację w fundamentalnej zasadzie istnienia bytu nadrzędnego. Bóg jest dawcą rzeczywistego istnienia. Końcowe wersy utworu nawiązują do wizji Sądu Ostatecznego, do biblijnej Apokalipsy. Nagi tłum daremnie oczekuje wyroku. Ciało pozbawione duszy nie może zostać zbawione: „Za mało uzasadnione // Były praca i odpoczynek I twarz i włosy i biodra // I jakiekolwiek istnienie”. Podmiot lityczny nie wypowiada bezpośrednio swojego stosunku do przedstawionej wizji. Ogranicza się tylko do początkowego wyznania: „Nie myślałem, że żyć będę w tak osobliwej chwili”. Całość przedstawiona jest sucho, za pomocą wiersza zdaniowego. Ta oschłość relacji wzmacnia wartość przestrogi. Miłosz w utworze tym pragnie nas ostrzec przed odrzuceniem zasad etycznych i wartości moralnych, grozi to bowiem katastrofą, chaosem.

Leopold Staff Ars poetica

Jest to wiersz stanowiący dopełnienie programu artystycznego wyrażonego w utworze „Poeta”. Tytuł w tłumaczeniu to „sztuka poetycka”. Poeta określa tu charakter i zadania, jakie ma do spełnienia poezja. Nic jednak nie dzieje się bez udziału poety. On właśnie jest twórcą i wyrazicielem poezji. W pierwszej zwrotce podmiot liryczny usiłuje przybliżyć odbiorcy istotę poetyckiego natchnienia, wypływającego z samego dna serca niczym nieuchwytne echo. Jego brzmienie, ledwie drgające w powietrzu jest wyczuwalne dla uszu poety. Powinien on umieć uchwycić tę niedostrzegalną zwykłemu śmiertelnikowi nić, złowić ją jak motyla i utkać z niej słowne dzieło sztuki. Nie dla sławy, lecz w celu utrwalenia niektórych obrazów zaobserwowanych w zmieniającej się rzeczywistości oraz w celu przekazania czytelnikowi swych własnych przemyśleń i wrażeń. Autor tworzy nie dla siebie, nie pisze „do szuflady”, gdyż wtedy cały sens tworzenia rozpłynąłby się w niebycie. Słowo musi docierać do odbiorcy i co ważniejsze przemawiać do jego wyobraźni. Dlatego też stworzony wiersz, cała poezja, musi być prosta, zrozumiała dla odbiorcy. Potwierdza to autor słowami: „abyś bracie, mnie zrozumiał”. Zadaniem poety jest bowiem porozumienie się z czytelnikiem, wiersz ma być więc: „Tak jasny, jak spojrzenie w oczy i prosty, jak podanie ręki” Tak określona rola poezji przypomina program francuskich symbolistów, lecz w przypadku Staffa ma służyć nie zaskakiwaniu czytelnika, lecz nawiązaniu z nim kontaktu.

Leopold Staff Deszcz jesienny

Wiersz pochodzi z wydanego w 1903 roku tomiku „Dzień duszny”. Jest to typowy przykład liryki nastrojowo-refleksyjnej. Tytułowy jesienny deszcz wywołuje nastrój smutku, którym zdominowany jest cały utwór. Jest to jednocześnie ukłon w stronę modnego wówczas dekadentyzmu. W „Deszczu jesiennym” bardzo widoczne są wpływy poetyki impresjonistycznej. Poeta uchwycił ulotność nastroju chwili. Dzwoniący o szyby deszcz wyraźnie oddziałuje na psychikę podmiotu lirycznego. Widzi on wokół siebie jedynie ludzkie nieszczęścia. Nieszczęśliwy jest nawet szatan przechadzający się po ogrodzie. Powtarzający się refren: „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny // I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... // Jęk szklany...płacz szklany...” daje się czytać w rytm bijącego monotonnie o szyby deszczu. Dzieje się tak za sprawą zastosowania wyrazów dźwiękonaśladowczych (onomatopei). Refren podkreśla też muzyczność utworu. Ten właśnie wiersz jest często porównywany z uwagi na swą melodyczność z utworem K. Przerwy-Tetmajera „Na Anioł Pański”. Wiersz Leopolda Staffa odczytać można jako symboliczną wędrówkę przez życie. Podczas tej wędrówki człowiek doświadcza tragicznych przeżyć, bólu, smutku. Jest to tułaczka bez sensu i celu, nie sposób bowiem podczas niej odnaleźć spokoju i nadziei. Człowiekowi wiecznie towarzyszy lęk, smutek, przerażenie, a kresem wszystkiego jest zawsze grób. Ta świadomość nie pozwala na radość i spokój ducha. Refren wiersza wyznacza trzy zasadnicze części utworu: I wizja - to korowód mar, które idą pochodem przez ogród zawodząc i płacząc, II wizja - to wspomnienie pogrzebu, niespełnionej miłości, tragedii pożaru, w którym giną dzieci, wreszcie ludzkiego płaczu, III wizja - to obraz płaczącego szatana , który przeszedł przez ogród i dokonał dzieła zniszczenia, lecz widząc je, przeraził się swoim czynem i zapłakał. Te trzy samodzielne obrazy są tak skonstruowane, aby wywołać nastrój smutku, rozpaczy, zniechęcenia do życia i typowego dla młodopolskiej postawy katastrofizmu. Istotnym elementem współtworzącym nastrój jest w wierszu Staffa kolor. Poeta eksponuje go już przez sam wybór tematu - deszcz i porę roku - jesień, która z natury rzeczy jest porą różnobarwnej szarości. Tę tonację pogłębia aura zbliżającego się wieczoru: „Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze // Na próżno czekały na słońca oblicze... W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą, // W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą” Nastrój smutku, przygnębienia potęguje jeszcze szereg określeń przymiotnikowych, podkreślających koloryt tej smutnej szarości: „szary”, „chmurny”, „ciemny”, „mglisty”, „słotny”. Nastrój stworzony przez mglisty, deszczowy, jesienny dzień znajduje odbicie w nastrojach i myślach poety. Udziela się i on czytelnikowi. Nasuwa mu smutne, melancholijne myśli o przemijaniu, starości i śmierci. Ciekawym zabiegiem artystycznym zastosowanym przez poetę jest powiązanie instrumentacji głoskowej w utworze z naśladownictwem dźwięków otaczającego świata. Daje to efekt muzyczności tekstu, podkreślanej jeszcze bardziej refrenem: „ O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny”. Oddaje on uczucie melancholii, jednostajności utworu. Temu celowi służą też liczne, wspominane już wcześniej onomatopeje (imitujące odgłosy i brzmienie różnych zjawisk językowych): „deszcz dzwoni”, „pluszcze”, „jak szklany”. Wiersz składa się z 7 strof o nierównej liczbie wersów (kolejno 6, 10, 6,10,6,10,6), powtarzających się po sobie. Układ rymów parzysty (AA BB CC). Jest to przykład liryki pośredniej, opisowej (zalicza się do niej utwory zawierające opisy przedmiotów, krajobrazów, czy pejzaży).

Leopold Staff Kowal

Wiersz ten pochodzi z debiutanckiego tomiku Leopolda Staffa „Sny o potędze” wydanego w 1901 roku, a więc jeszcze w młodopolskim okresie twórczości poety. Dostrzec w nim można wyraźne wpływy modnej wówczas filozofii Fryderyka Nietzschego. Filozofia ta, nazwana od nazwiska jej twórcy nietzscheanizmem występowała przeciwko pesymizmowi i głosiła pochwałę życia. Leopold Staff w wierszu tym jednoznacznie wypowiada się przeciwko modernistycznemu dekadentyzmowi. Tytułowy kowal to symbol siły, mocy człowieka, który sam kształtuje swój charakter. Jest to wiersz programowy poety, apel o życiową aktywność, dynamizm w „wykuwaniu” własnej osobowości. Staff głosi też postulat świadomego kształtowania własnego ja: „Bo z tych kruszców dla siebie wykuć muszę, // Serce hartowane, mężne, serce dumne, silne...” Przeciwstawia się dekadenckim nastrojom niemocy, polemizuje z modernistycznym kultem śmierci, podejmuje równocześnie trud współtworzenia nowego modelu życia i człowieka. Trud ten wymaga dużego hartu ducha i nie znosi żadnych kompromisów. Alternatywą może być tylko zagłada: „Lecz gdy ulegniesz, serce pod młota żelazem, Gdy pękniesz, przeciw ciosom stali nieodporne // W pył cię rozbiją pięści mej gromy potworne !” Tylko bowiem człowiek o silnym, zahartowanym sercu z łatwością przeciwstawi się wszelkim przeciwnościom losu. Będzie to człowiek odporny na cierpienia, jakich z pewnością nie poskąpi mu życie. Nie ulegnie do końca, a jeśli ulegnie, to tylko po to, aby się samounicestwić. Najważniejszą myśl zawarł poeta w ostatniej strofie utworu: „Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem, niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte, // Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte !” W brutalnym świecie, jaki nas otacza, lepiej jest nie żyć w ogóle, niż dać się pohańbić i wegetować w poczuciu własnej słabości i niemocy. Takie życie jest bowiem pozbawione sensu, jest niegodne człowieka. Śmierć jest lepszym rozwiązaniem niż życie bez wartości i idei, z poczuciem wewnętrznej pustki. Wiersz jest typowym sonetem włoskim, składającym się z 14 wersów. Zgrupowane są one w 2 czterowierszach i 2 tercynach (trzywersach), rymy typu ABAB ABAB ABB ABB, żeńskie.

Leopold Staff Przedśpiew

Wiersz ten pochodzi z tomiku „Gałąź kwitnąca” wydanego w 1908 roku. Tomik ten zapowiadał przeobrażenie młodopolskiej poezji Staffa w poezję klasycyzmu. Twórca przechodzi jednoznacznie na pozycję pogodzenia się z życiem. O tym właśnie mówi wiersz „Przedśpiew”. Następuje w nim odwrót od dekadentyzmu i marazmu. Staff formułuje w nim program klasycyzmu, któremu wierny będzie do końca życia . Składa się nań umiłowanie przyrody, tęsknota do spokojnego życia, do umiaru i harmonii. „Przedśpiew” to utwór typowo refleksyjny, zawierający kwintesencję mądrości wieków, poetycką i ludzką sumę europejskiego humanizmu - wiedza Greków i Rzymian przywołana w cytacie z Terencjusza („żyłem i z rzeczy ludzkich nic nie jest mi obce”), w stoickiej formule zgody z życiem, mądrości chrześcijaństwa, w której mówi się o nauce miłowania i dobroci. Poeta głosi potrzebę radości i akceptacji życia pomimo jego dramatycznych akcentów. Początek wiersza to charakterystyka dotychczasowego dorobku poetyckiego. Staff przyznaje, że ulegał młodopolskiej modzie, nazywając się „czcicielem gwiazd” i „wyznawcą snów”, był też wielbicielem sztuki. Poznał też modernistyczne niepokoje, gorycz zawodu i nieuzasadnione tęsknoty. Po tych doświadczeniach podmiot liryczny dochodzi do przekonań i upodobań typowych dla poety humanisty, wyznającego z przekonaniem: „Widziałem konających w nadziejnej otusze I kobiety przy studniach brzemienne jak grusze, // szedłem przez pola żniwne i mogilne kopce...” Podmiot liryczny przedstawia się wiec jako człowiek wiedzący, doświadczony, człowiek, który przeszedł przez najważniejsze życiowe doświadczenia od narodzin po śmierć. W ten właśnie sposób pełen spokoju, wiedzy i doświadczenia mędrzec, który nie tylko obserwował życie, ale brał w nim czynny udział, wygłasza pochwałę życia, jego umiłowanie. Bohater wiersza zna też najciemniejsze strony życia: smutek, cierpienie, śmierć: „Znam gorycz i zawody, wiem, co ból i troska, // złuda miłości, zwątpień mrok, tęsknot rozbicia.” Mimo to z przekonaniem głosi: // „ A jednak śpiewać wam będę pochwałę życia” Podkreślając swoją afirmację życia i mądrości, która pozwala w pełni rozkoszować się nim, choć nie szczędziło mu ono przecież goryczy i smutku, zauważa poeta, iż cierpienie rodzi poznanie: „W łzach widzieć słodycz smutną, dobroć chorą w grzechu” Wszak istnienie zła w życiu nie przekreśla istnienia dobra, przeciwnie, dobro tym bardziej zostaje zaakcentowane i docenione. Pochwała życia dotyczy wszystkich jego przejawów, doświadczenia wielu lat zrodziły postawę „pogodnego smutku” i akceptacji cierpienia. Klasyczna postawa poety wobec życia przejawia się również w gloryfikowaniu wartości uniwersalnych, ponadczasowych, harmonii z przyrodą, prostoty życia, docenianiu piękna. W za-kończeniu utworu poeta podsumowuje swoje przemyślenia, powtarza: „I pochwalam tajń życia w pieśni i w milczeniu, // Pogodnym mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu” Poeta opiera się w tym wierszu na klasycystycznych zasadach



PODOBNE PRACE

skomentuj to